Nacházíte se zde: Úvod Members redaktor's Home Czechy: wielka koalicja nie taka zła

Czechy: wielka koalicja nie taka zła

Piotr Manowiecki: Jak Pan ocenia przebieg kampanii i wynik wyborów?

Jirzi Pehe: Czeska scena polityczna jest wciąż niedojrzała. W kampanii wyborczej z obydwu stron wylewano pomyje, choć nie było ku temu powodów. A przecież dla każdego polityka powinno być oczywiste, że ODS i CzSSD będą musiały po wyborach współpracować.

Politycy są wciąż przesiąknięci takim bolszewickim, czarno-białym postrzeganiem świata. Powinni oduczyć się palenia mostów za sobą. Muszą mieć przecież możliwość współpracy po wyborach.

Poważną siłą są antysystemowi komuniści.

- Ale nie są aż tak silni, jak się tego obawiano. Zdobyli 12,8 proc. głosów, a wśród członków partii i jej sympatyków przeważają ludzie starsi. W następnej kampanii politycy powinni przestać mobilizować wyborców przeciwko zagrożeniu komunistycznemu, bo ono już nie istnieje.

Niektórzy proponują nawet zmianę konstytucji i ordynacji wyborczej.

- Mówienie po każdych wyborach o zmianie konstytucji i prawa wyborczego świadczy o tym, że politycy wciąż mają niską kulturę polityczną i niewielki szacunek wobec państwa prawa. Jesteśmy stabilnym krajem demokratycznym, żaden kryzys ze względu na taki wynik wyborów nie nastąpił. Jedyną zmianą, którą poleciłbym, byłaby zmiana liczby posłów z 200 do 201, bo w izbie o nieparzystej liczbie członków pat nigdy nie nastąpi.

Jakie wnioski powinien wyciągnąć wyborca?

- Wyborcy powinni unikać ekstremalnych programów. Powinno stać się dla nich oczywiste, że np. wprowadzenie podatku liniowego jest w Czechach niemożliwe, bo nie wyrażą na to zgody koalicjanci. Reformy mogą być już teraz prowadzone tylko metodą małych kroków. Rewolucja zakończyła się, kiedy wstąpiliśmy do UE.

Jakie najważniejsze zadania czekają teraz rząd?

- Reforma systemu emerytur, zdrowia, szkolnictwa oraz polityki fiskalnej. Ale nie chodzi tu o rewolucję, ale raczej o dostrajanie dotychczasowych rozwiązań. Nie trzeba np. prywatyzować lub nacjonalizować służby zdrowia, wystarczy określić relacje między ubezpieczycielami a szpitalami. Podobnie w polityce fiskalnej. Czechy spełniają już warunki przyjęcia euro. Deficyt jednak rośnie mimo wzrostu gospodarczego. Państwo nie powinno zadłużać się w czasach prosperity.

Skoro nie ma potrzeby zmian rewolucyjnych, rządzić mogłaby wielka koalicja dotychczasowych konkurentów.

- Dzielenie na prawicę i lewicę nie ma już obecnie sensu. Jedna z gazet porównała programy partii politycznych i okazało się, że ODS i CzSSD mają najbardziej zbliżone programy spośród czeskich partii.Ugrupowania te mogłyby się porozumieć w najważniejszych kwestiach.

Wielka koalicja ma oczywiście swoje plusy i minusy, ale wszystko zależy od podejścia poszczególnych polityków.

Czyli pat wyborczy nie jest aż tak złym rozwiązaniem?

- W żadnym wypadku. Czeska demokracja coraz bardziej przypomina zachodni typ demokracji, choć wciąż nim nie jest. Demokracje postkomunistyczne mają jedną wspólną cechę - partie polityczne nie mają mechanizmów samoograniczających. Żadna partia nie powinna mieć zbyt wielkiej władzy, bo politycy wykorzystaliby to do prywatnych celów. Pan Topolanek powiedział np., że musi jak najszybciej zastąpić Paroubka. Chodzi o to, żeby w czasie, kiedy będzie czekać na wotum zaufania, którego bez zgody CzSSD nie dostanie, mógł wymienić ważnych urzędników. To jest przykład niedojrzałej demokracji.

Topolanek na razie wyklucza jednak wielką koalicję.

- Nie dziwię się mu, bo wyborcy mogliby potraktować to jako zdradę po tak napiętej kampanii wyborczej. Topolanek najpierw spróbuje stworzyć rząd. Socjaldemokraci mogą go poprzeć z powodów taktycznych. Paroubek może liczyć na to, że słaby rząd szybko straci popularność.

Co zrobi prezydent Klaus?

- Myślę, że chce wielkiej koalicji. Najpierw przez miesiąc Topolanek będzie czekać na wotum zaufania, wymieniając ważnych urzędników. Następnie zaproponuje CzSSD wielką koalicję, mając już na miejscu swoich ludzi. Być może Topolanek ustalił to już nawet z Klausem.